Podcast » Rozwijanie hodowli - Odcinek 2

Hodowla użytkowych owczarków niemieckich bez tajemnic - grafika wyróżniająca

Rozwijanie hodowli

W drugim odcinku podcastu rozmawiamy o tym, jak rozwijać hodowlę użytkowych owczarków niemieckich, by osiągnąć zamierzone cele. Poruszamy temat selekcji psów, rodowodów oraz tego, skąd czerpać informacje o potencjalnych psach. Zapraszamy do oglądania.

  1. Hodowla użytkowych owczarków niemieckich bez tajemnic - Podcast - Odcinek 2 - Rozwijanie hodowli 31:26

Transkrypcja

Seweryn Pietrucha: Witam serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Hodowla użytkowych owczarków niemieckich bez tajemnic. Dziś skupimy się wokół tematu rozwijania hodowli, czyli co zrobić, żeby kolejne pokolenia były lepsze od poprzednich. W pierwszym odcinku podcastu poruszyliśmy temat po części doboru cech użytkowych i dziś chciałbym, żebyśmy bardziej się skupili na tym doborze osobniczym. Natomiast zanim przejdziemy do tego meritum, chciałbym jeszcze zapytać o to, dlaczego przydomek hodowli brzmi Napór? Skąd się taki pomysł wziął?

Karol Pietrucha: Gdybym mieszkał trzydzieści dziewięć lat temu tu, gdzie teraz, czyli na Wierzbowej (w miejscowości Wierzbowa – nie ulica – bo to jest taka mylna nazwa) to na pewno przydomek hodowli byłby Z Wierzbowej. Natomiast wtedy mieszkałem w Sieradzu, notabene tam, gdzie się urodziłem, wychowałem. I tak się zastanawiałem jaki przydomek. Z uwagi na to, że jako młody chłopak dość intensywnie trenowałem, najpierw lekkoatletykę, później kulturystykę, no więc było zawsze napieranie na wyniki. I powstał ten Napór. Ogólnie dobrze się wymawia, szczególnie przez obcokrajowców. Amerykanie, czy tutaj z Europy Zachodniej mówią, że: Karl, Napór Company, super nazwa, bo krótka. Nie ma „sz”, „cz”. 

Tak, to na pewno polskie znaki diakrytyczne sprawiają problemy nie tylko obcokrajowcom, ale też często jak podajemy skomplikowane nazwy w języku polskim to już w szczególności w rozmowach telefonicznych może coś umknąć. No dobrze, to przejdźmy zatem do tego głównego, dzisiejszego tematu. Chciałbym zapytać kiedy pojawia się ten moment u ciebie, w którym stwierdzasz, że: tak, czas wprowadzić kolejnego reproduktora do hodowli czy sukę, która będzie matką przyszłych szczeniąt? Kiedy się pojawia ten impuls, czy może decyzja, że trzeba znaleźć nowego psa do hodowli?

– To znaczy, to jest konieczność. W hodowli, czy to będzie psów, czy innych zwierząt, docelowo każdy hodowca ma obrany punkt… może nie punkt, tylko, to, co chce robić. Czyli ma pewną wizję i do niej zmierza. A żeby tak było to ten dobór jest bardzo istotny. Kiedy się pojawia, zazwyczaj to są dwa, trzy pokolenia do przodu. Czyli dziś już wiem, z których linii hodowlanych będę chciał przyszłego reproduktora, czy przyszłą sukę, którą wprowadzę do hodowli, która ma być całkowicie obca, a szczególnie samiec, czyli pies, w stosunku do moich zwierząt. Dlatego, że nie stosujemy inbredów. Praktycznie nie ma ich. Jeśli jest to gdzieś szóste, siódme pokolenie, co nie jest już uznawane jako inbred.

Przepraszam, że przerwę. Gdybyś tak pokrótce mógł przypomnieć, czego dotyczy inbred.

– Inbred jest to, w najbardziej zrozumiały sposób, można powiedzieć, zagęszczenie krwi na któregoś z przodków. Jest to na wspólnego dziadka, pradziadka, czy też babcię. Czyli ten sam pies jest w rodowodzie ze strony ojca, jak i ze strony mamy. I czym bliższy inbred, tym większe zło. Taka jest moja teoria i nie tylko moja. Dlaczego inbred jest niedobry? Dlatego, że tak jak nasi książęta i królowie kiedyś potomstwo mieli w bardzo bliskim pokrewieństwie, także było dużo obciążeń genetycznych. I w sferze psychicznej, i w sferze zdrowotnej.

Natomiast ja daję zawsze taki przykład, że: biała kobieta i czarny mężczyzna lub odwrotnie – potomek, który się rodzi z tych rodziców to, jeśli chodzi o sprawność fizyczną i także intelektualną, prawie, że olimpijczyk. Nic to nie przeszkadza. Natomiast inbredy, które wykonywały niektóre kraje w celu zachowania tak zwanej czystości rasy, kończyły się bardzo źle. 

Powiedziałeś przed chwilą, że wiesz na dwa, trzy pokolenia w przód, jakie psy chciałbyś mieć w hodowli. Skąd wiesz, co to są za cechy, czy jakie to mogą być cechy psów? Czy na przykład to jest kwestia zdrowia psychicznego i ogólnie psychiki psa? Czy na przykład jego budowy?

– Na pewno dobre psy. Czyli takie pojęcie względne: dobre. Ale takie, które już poprzez prowadzoną linię do tej pory i z tych linii widziałem na przykład dużo bardzo przydatnych zwierząt. Psów ze świetną pracą węchową, bardzo dobra praca w obronie, psy zdrowe a jednocześnie z tych linii, których jeszcze nie mam w swojej hodowli. Jak ich nie mam, nie będzie wspomnianego inbredu. To jest takie poszukiwanie.

Coraz trudniej jest, dlatego, że one się tam gdzieś spotykają. A też i po najlepszych rodzicach nie zawsze rodzą się wszystkie najlepsze zwierzęta. To by było zbyt proste, żeby było prawdziwe. Ale gdy mocno się do tego przykładamy, gdy naprawdę drążymy temat, to tych błędów jest stosunkowo mało lub ich prawie, że wcale nie ma.

Powiedziałeś, że obserwujesz te zwierzęta – jak się zachowują – i w ten sposób też zbierasz o nich informacje. W pierwszym odcinku podcastu powiedzieliśmy, że Internet i na przykład strona working-dog to jest to miejsce, które jest jednym ze źródeł informacji. Gdzie jeszcze zbierasz te dane o przyszłych potencjalnych reproduktorach, czy sukach, które chciałbyś mieć w swojej hodowli?

– To są zawody o randze krajowej, międzynarodowej. To są też wyjazdy do hodowli, to jest też uczestniczenie w treningach tych zwierząt. Najlepiej je widać, najbardziej obiektywnie, w sytuacjach niestandardowych, czyli jak ten pies się zachowuje na ulicy, w ruchu ulicznym, gdzie przechodzą setki osób, czy on nie ma lęków, fobii. Bo na zawodach, jak go widzimy, on jest świetnie przygotowany i tam nie ma tych bodźców dodatkowych. I to niejednokrotnie są takie dość mylne informacje, gdzie ktoś, szczególnie młodzi hodowcy, którzy zachłystują się na przykład filmikiem z zawodów, gdzie pies to robi perfekcyjnie, natomiast jego genotyp jest trochę inny.

Dlatego, że te cechy, które są u niego słabe, wręcz takie trudne do przyjęcia, poprzez trening one zostały ukryte. Natomiast nie może on przekazać na pewno tych dobrych, których nie ma. Jedynie są one wyuczone. Nie przekaże swojemu potomstwu.

No to pytanie zasadnicze się pojawia. Jak w takim razie rozpoznać, który pies jest dobrze przygotowany, a który ma te cechy wrodzone?

– To co przed chwilą powiedziałem: obserwować. Wziąć go, tak w cudzysłowie, w swoje ręce. Na pewno sprawdzenie jego odporności psychicznej w pomieszczeniach, na śliskich powierzchniach, w pomieszczeniach, w których nigdy wcześniej nie był o dość dużych bodźcach stresogennych i wtedy dużo widać; pomieszczenia ciemne, pomieszczenia z dużą akustyką. Także jak ma, u nas w żargonie szkoleniowców mówi się mocną głowę, nie fizycznie tylko psychicznie, on sobie poradzi. Praktycznie prawie, że tego nie widać.

Natomiast jeśli on jest słaby psychicznie to już przed drzwiami załączają mu się ABS-y, dlatego, że ciemno, że ślisko. Dlatego, że nie wiadomo czy za drzwiami nie jest jakieś kolejne zagrożenie. No i wtedy zapala się u zwierzaka czerwona lampka, że o-o, to nie jest dobrze. Także jeśli takiego psa wprowadzimy do hodowli jest duże prawdopodobieństwo, że potomstwo też będzie dziedziczyło takie cechy, jak on, bo cechy te negatywne bardzo mocno są przekazywane. Natomiast te, które chcemy wyeksponować, te pozytywne, nie zawsze tak jest.

W Internecie często też mamy dostęp do rodowodów w różnych pokoleniach. Mamy psa, czy sukę i następnie rodowód tego konkretnego zwierzęcia i jego rodziców, dziadków i tak dalej. Czy w tych rodowodach znajdują się jakieś informacje istotne właśnie dla hodowcy, które dają mu odpowiedź, że warto tym psem się zainteresować? Lub na przykład jest jakaś taka informacja, która w ogóle dyskwalifikuje konkretnego psa pod kątem użycia w hodowli?

– Tak, szczególnie rodowody słowackie, czeskie – one bardzo fajnie w cyferkach opisują (oczywiście o ile znamy znaczenie, legendę tych cyferek) bardzo fajnie nam opisują psychikę tego psa. Jego budowę anatomiczną i jego wielkość. I stopień wyszkolenia, także jakie zdrowie ma ten pies jeśli chodzi o dysplazję biodrową i łokciową.

Natomiast większość rodowodów z innych krajów jest to lakoniczna tylko informacja w postaci: imię, przydomek, data urodzenia, numer księgi rodowodowej, stopień wyszkolenia i tu się kończy. I te informacje są bardzo skąpe. Niemcy natomiast bardzo fajnie robią to w formie opisowej, aczkolwiek brakuje mi tego kodu bonitacyjnego, czyli opisu psychiki, bo tam prawie każdy jeden pies ma IPO3. Natomiast czeski rodowód, czy słowacki pomimo, że pies ma wyszkolenie IPO3, to jest jeszcze podane to, co on niesie jak gdyby swoim zachowaniem wrodzonym.

Okej. Wspominałeś o tych prześwietleniach w kierunku dysplazji. Czy w takim razie to jest ten rodzaj informacji, którą warto brać pod uwagę przy wyborze konkretnego psa? Na zasadzie – widzę, że ta dysplazja jest jakaś znaczna, w związku z tym mimo wszystko, mówiąc kolokwialnie, idę w tego psa? Czy na przykład ona dyskwalifikuje takie zwierzę, jeśli ty szukasz psa do swojej hodowli?

– To już praktycznie jest poza dyskusją. Pies, który miałby stawy wadliwe, czyli lekką dysplazję, dysplazję, czy ciężką dysplazję, no to trudno, żeby go używać w hodowli i oczekiwać, że potomstwo z tak zrodzonych rodziców, będzie wolne od tego schorzenia. Nie, to tu już trzeba zachować bardzo rygorystyczne podejście – czyli tak jak w moim przypadku wykorzystujemy tylko i wyłącznie psy, które są wolne od dysplazji. Czyli mają normalne stawy biodrowe i oznaczenie z literką A, co oznacza normalne stawy biodrowe. I tu muszę dodać, gdy literka B, gdy jest przy oznaczeniu dysplazji, jest to prawie normalne stawy biodrowe, C jest to lekka dysplazja, D jest to dysplazja, E to jest ciężka dysplazja.

Ale oprócz tego jeszcze należy zwracać uwagę to, że dany pies i dana suka ma prawidłowe stawy biodrowe, czyli tą literkę A wbitą w rodowód, to jeszcze zwracam uwagę na rodzeństwo tych przyszłych rodziców. To też jest bardzo istotne, bo już miałem taki przypadek, gdzie zakupiłem w Czechach sunię do hodowli po czystych rodzicach, czyli z prawidłowymi stawami, a gdy sunia dorosła miała dysplazję. Więc zacząłem dociekać dlaczego tak się stało –  okazało się, że dwaj bracia ojca mieli właśnie D. I to wyszło w tej suczce. Bardzo dobrze to mają zrobione Niemcy.

Dlatego, że na podstawie rodziców, dziadków i całych tych linii określany jest współczynnik ZW. Jest to punktacja określająca stan zdrowia pod względem dysplazji biodrowej. I to wszystko, co jest ten ZW poniższej stu punktów jest to bardzo dobrze. Natomiast to, co jest powyżej stu punktów, jest to traktowane już jako psy z obciążeniem genetycznym w kierunku dysplazji biodrowej. Natomiast poniżej siedemdziesięciu punktów, między siedemdziesiąt a osiemdziesiąt – to już jest taki szczyt, bardzo dobrze. Natomiast ja staram się używać do hodowli tych psów i suk, które sprowadzamy na przykład z Niemiec, które mają poniżej siedemdziesięciu. I to się sprawdza, że nie ma problemów.

Wspominałeś przed chwilą kraje takie jak Czechy, Słowacja, Niemcy. Czy jeszcze jakieś inne kierunki, jeśli chodzi o kraje poszukiwań, miałeś w swojej dotychczasowej historii? Czy może rozważasz właśnie skąd mógłbyś zakupić psy? Jak to wyglądało do tej pory?

– Jeśli można to sklasyfikować, to dla mnie numer jeden jest kraj pochodzenia owczarka niemieckiego, czyli Deutschland. Kolejnym są to Czechy i Słowacja. Także dotychczas rozważałem sprowadzenie materiału hodowlanego z Holandii, który, no trzeba przyznać, że też bazuje na niemieckich psach. Dlatego największe zaufanie mam do tych linii niemieckich, jeśli chodzi o rzetelność w hodowli owczarka niemieckiego, to jest numer jeden.

No dobrze. To załóżmy, że wybrałeś linię czy hodowlę wręcz, z której chciałbyś zakupić psa. Przejrzałeś wszystkie filmiki, które można było na Youtubie znaleźć i na working-dogu. Zobaczyłeś rodowody – wszystko się zgadza. Kontaktujesz się z takim hodowcą. Czy trzeba się odpowiednio wcześniej, czy może warto odpowiednio wcześniej się skontaktować? Czy może właśnie jest tak, że ten popyt nie jest na tyle duży, że można tak naprawdę na ostatnią chwilę się skontaktować i zakomunikować, że chcemy nabyć takiego szczeniaka?

I drugie pytanie pomocnicze. Czy mógłbyś podać widełki cenowe zakupu takiego szczeniaka za granicą, na przykład właśnie Słowacja, Czechy czy Niemcy?

– To znaczy powiem tak – tak jak w moim przypadku na dobrego psa trzeba poczekać. Niekiedy sam nawet podpowiadam danemu hodowcy, że dobrze by było wykonać takie skojarzenie. I to się udawało, gdyż moja intuicja jak gdyby podpowiadała mi, że tu może być dobrze. Także to nie jest tak z dnia na dzień. Niekiedy czeka się nawet trzy lata. Nie jest sztuką ulec pewnym emocjom, natomiast czym bardziej chłodny umysł, tym lepiej. Ale też dwa razy uległem tym emocjom. Będąc okazyjnie z kolegą, z jednym czy z drugim, kiedy pomagałem im wybrać szczeniaka, bo poprosili mnie o to. No więc mówię: kurczę, jak już jestem to…

A w jakim to było kraju? 

– W Czechach akurat. No i to były nietrafione. Po prostu taka przypadkowość nie jest dobra.

A co tam nie zagrało, jeśli mógłbyś powiedzieć?

– U jednego zdrowie, czyli miał kiepskie stawy biodrowe. One nie były chorobowe – pies dożył czternastu lat i nigdy nie zakulał. Aczkolwiek nie były to stawy, które byłyby godne uwagi, żeby zostały w hodowli geny. W drugim przypadku była to praca. Pies był taki poniżej średniej. Nie był jakimś psem wadliwym, ale to po prostu, pupy nie urywał, jak to kiedyś ktoś powiedział.

Czyli nie nadawał się do celów hodowlanych, tak?

– Dokładnie tak. 

No właśnie, ile trzeba zapłacić za takiego szczeniaka za granicą? Czy to są ceny porównywalne do tych cen w naszym kraju? Czy są może niższe, wyższe?

– Trudno zrobić porównanie, bo wiadomo, że u nas te widełki cenowe są bardzo duże. No może nie u nas, ja mówię o naszym kraju. Natomiast przeciętnie w granicach 700-800 euro kosztuje szczeniak. Natomiast ja płacę zawsze dużo więcej, żeby mieć możliwość wyboru. Przepłacam, tak można powiedzieć. Zazwyczaj jest to 1000 euro, czy nawet jeśliby to miało być 1200 euro, no problem. Dla mnie – żebym chciał kupić to, co ja chcę kupić, nie to, co oni chcą sprzedać.

Czyli oferujesz wyższą cenę po to, żeby móc na przykład wybrać z kilku szczeniaków, tak? 

– Z całego miotu.

Jak jedziesz już właśnie wybrać szczeniaka, czy tego wyboru dokonujesz na podstawie wyglądu zewnętrznego, na przykład umaszczenia? Czy może masz jakieś sposoby, żeby przynajmniej zwiększyć szansę i prawdopodobieństwo, że wybierzesz takiego szczeniaka, jakiego chcesz kupić?

– Tutaj też nie ma przypadkowości. Przede wszystkim sprawdzam szczeniaki pojedynczo i w pomieszczeniu. Czy w tej małej główce u tego szczeniaka, który ma osiem tygodni, czy on już na wstępie nie ma problemu z pomieszczeniami. Czy w jego wyobraźni już mu się ten sufit nie załamuje i nie przygniecie go, tak w przenośni można powiedzieć. Czy on się czuje swobodnie w tym pomieszczeniu, czy on podejmuje chęć zabawy. Czy jest na nie w stosunku do nas. Ja jestem obcy, mam inny zapach niż to stado, w którym jest do tej pory.

Ja go nie zachęcam do zabawy. Po prostu każę go przynieść, postawić na środku pomieszczenia i patrzymy jak on szybko się odnajdzie w tej nowej sytuacji. To może trwać minutę, ale jeśli on podjął chęć zabawy z nami, sam prowokuje nas do tego, jest ciekawy wszystkich zakamarków tego pomieszczenia, świadczy to o tym, że ma czystą głowę.

I w jakim wieku z reguły jest taki szczeniak?

– Najlepiej jak to jest około dwóch miesięcy, czyli między ósmym a dziesiątym tygodniem. Potem kolejny szczeniak. Oczywiście każdego identyfikujemy – zapisuję, szczytuje chip jeśli ma, jeśli nie to tatuaż. I oceniam go też później, jak on już w tym pomieszczeniu się odnalazł.

Załóżmy po pięciu minutach zachowuje się bardzo swobodnie, wtedy już go sprawdzamy, jakie ma wrodzone popędy. Czy on sam podejmuje aporty, czy musimy go do tego zachęcać. Jeśli już podjął aport jak długo się nim bawi. Czy jest konsekwentny w tym, czy bardzo szybko się nudzi. No tych czynników oceny jest bardzo dużo.

Czy jest ryzyko, podejrzewam, że znam odpowiedź, ale czy jest ryzyko, że pomimo tych wszystkich starań poczynionych na samym początku czyli właśnie obserwowania hodowli i linii, i później tych testów na miejscu, czy jest ryzyko, że ten szczeniak urośnie i później coś się zmieni na etapie jego rozwoju na przykład i nie będzie już tak chętnie aportował?

– To znaczy 80%, że będzie dobrze. Jeśli on się pokazuje w dniu, kiedy ja go oglądam, tak jak powiedziałem, w całkowicie obcym pomieszczeniu dla niego i tutaj nie ma sygnałów niepokojących i w trakcie dorastania już u mnie też nie popełnimy jakiś kardynalnych błędów, że go będziemy przesilać, obciążać, żeby był mocny i tak dalej. Damy mu to dzieciństwo, damy mu ten okres dorastania taki normalny, to powiem, że do tej pory takiej wtopy nie miałem. Miałem te dwie, gdzie to był taki okazyjny zakup, to wtedy tak. Ale niewykluczone, że tak może być.

Powiedziałeś przed chwilą właśnie o tym dorastaniu, o tej socjalizacji. Jak wygląda ten kolejny etap po zakupie takiego młodego psa, szczeniaka? Czy on przechodzi przez jakieś szkolenie? Jak wygląda jego dalsze wzrastanie?

– Podobnie jak z dziećmi. Musi być żłobek, przedszkole, podstawówka, szkoła średnia. Może z tego będzie, w cudzysłowiu inżynier, a jak nie no to chociaż dobry technik. A żeby tak było to musimy mu pokazać ten świat takim, jakim jest. Tu nie wprowadzamy go od razu w rytm pracy, że on już musi super wyszukiwać i tak dalej, bo cały trening, całe szkolenie ze szczeniakiem i psem dorastającym powinno się opierać na fajnej zabawie.

Ten młody organizm, ten młody piesek powinien się nie móc doczekać kolejnych zajęć. Kończymy wtedy, kiedy on jeszcze bardzo chce, a my mu mówimy, że jutro też będzie dzień. To już niedługo. I on jest wtedy taki zmotywowany. Natomiast jeśli byśmy go przesilili fizycznie i psychicznie to podobnie jak z nami – jeśli za dużo pracujemy to potem to już nie jest normalnością tylko koniecznością i pewnym przymusem. Ze zwierzętami jest podobnie.

A jak wygląda to pokazywanie świata szczeniakowi w praktyce?

– Do czasu ukończenia, po pierwszym szczepieniu, gdy już mija ten dziesiąty dzień, możemy spokojnie wychodzić, wyjeżdżać poza teren. Natomiast do tego ósmego tygodnia opieramy się przede wszystkim na pracy na terenie tutaj naszej hodowli – zabieramy go we wszystkie możliwe pomieszczenia, od pokoju gościnnego po łazienkę, po kuchnię, po budynek gospodarczy, po garaże, a u nas jest ich kilka, po inne pomieszczenia jeszcze gospodarcze też, po hotel dla piesków, tam, gdzie są inne psy, żeby on potem nie miał awersji i obaw przed innymi psami.

Oczywiście też go nie rzucamy na szeroką wodę, że wprowadzamy go na korytarz, tam, gdzie inne po prostu bardzo mocno na niego szczekają, natomiast on ma je widzieć, słyszeć ale one nie mogą mu zrobić krzywdy. No i jeśli jest dobrze, to on po prostu nie zwraca na nie uwagi tylko jest zainteresowany byciem z nami.

Okej. Czyli pracujemy z tym szczeniakiem przez kolejne miesiące, pomagamy mu poznać świat, tak, żeby właśnie jak najwięcej tych zapachów, miejsc mógł poznać. I przychodzi taki moment, że ten zakupiony przez nas pies, czy suka staje się ojcem lub matką przyszłych pokoleń. Czy to jest dopiero wtedy ten moment, kiedy my możemy ocenić, że ten zakup był trafny do hodowli?

– Tak, bo to jest wtedy wypadkowa wielu czynników. Oprócz tego, że pies zaliczył testy, zdał egzamin, że prześwietlenia są super, czyli jest dobrze, oprócz tego, że na przeglądzie hodowlanym nie ma do niego zastrzeżeń, że ma pełne uzębienie, że nie ma wad anatomicznych to jeszcze jest jeden czynnik, który osobiście ja stosuję. To muszę sobie dać odpowiedź na to, czy ja chcę mieć potomstwo po tej suni? Czy jeśli pies, który ma być ojcem przyszłych pokoleń, czy aby na pewno jest to trafna decyzja? Tak na 100% też w tym momencie nie wiem. To się okaże dopiero na podstawie potomstwa. Ale zawsze zadaję sobie takie pytanie: czy aby na pewno chcę mieć potomstwo po tej suczce?

Bo hodowca wie najlepiej czy ona spełnia te oczekiwania, czy jest zdrowa, czy ma te popędy bardzo dobre, czy po prostu chcemy tylko sami siebie oszukać, że – ah tutaj nie gra, tu przymkniemy oko, tutaj też te cechy są słabsze, też przymkniemy oko. Potem musimy na następne pokolenia też przymykać oko. Natomiast jeśli chcemy, żeby były wyniki, żeby te zwierzęta nadawały się do pracy, czy to w służbach, czy jako psy, które są w rodzinie, żeby były normalne, żeby były przydatne to muszą być rodzice. Wtedy decydujemy o tym, czy dana sunia ma zostać w hodowli. I tu nieważne, że się przyzwyczailiśmy, bo to jest półtora roku, dwa lata. Jak to kiedyś ktoś powiedział: miękkie serce, twarda pupa. Nie możemy na to zwracać uwagi.

Jak rozumiem, że pod kątem hodowlanym ten pies się nie nadaje, tak? Natomiast też wyobrażam sobie, że on może dalej funkcjonować jako świetny towarzysz rodziny, czy na przykład pies stróżujący?  

– Stróżujący, czy nawet w służbach. Tam, gdzie są największe wymagania. Jego to nie dyskwalifikuje, tylko do hodowli zawsze powinny trafiać najlepsze a i tak doskonałości nigdy nie było i nie będzie.

No dobrze, to gdybyśmy tak mieli podsumować i powiedzieć o jednej, a może przychodzi ci do głowy większa liczba rad czy zasad, które byś dał hodowcy, czy sobie samemu sprzed lat, jak rozwijać hodowlę? Na co w szczególności zwracać uwagę?

– Selekcja – najpierw musimy obrać jakiego owczarka chcemy hodować. Czy chcemy brylować na wystawach, mieć czempiony, medale, puchary, czy chcemy hodować, i wtedy jest inna selekcja, pod względem tak zwanego wyglądu, eksterieru. Czy chcemy hodować owczarka przydatnego, czyli użytkowego. I jeśli już sobie odpowiemy no to musimy to potem realizować, czyli być konsekwentni. Czyli selekcja. Wybierać z miotu i zostawiać do dalszej hodowli tylko te zwierzęta, które bardzo dobrze rokują. A czy przekażą swoje pozytywne cechy, które mają po przodkach i przekażą następnemu pokoleniu to już jest druga rzecz. Bo nie wiemy jak się te geny spotkają ze strony ojca i ze strony matki. 

Najważniejsze to mieć cel i później konsekwentnie go realizować. Myślę, że to jest taka rada i wskazówka, która sprawdza się nie tylko, mówiąc o rozwijaniu hodowli ale też w wielu innych obszarach życia. Dzięki wielkie za dzisiejszą rozmowę. Zachęcam naszych widzów i słuchaczy do subskrybowania kanału na Youtubie. Wkrótce kolejne odcinki, dzięki raz jeszcze i do usłyszenia. 

– Ja też dziękuję. Do usłyszenia.

Ostatnia aktualizacja: 13 sierpnia 2020 przez: admin